niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 9

                Mama była załamana. Cała we łzach przytulała jego marynarkę i zdjęcie. Makijaż, który rzadko nakładała jej się rozpłynął. Josh wrócił zaraz po mnie. Podeszłam do niego i czując woń alkoholu kazałam mu iść się wykąpać. Posłuchał mnie (nie wierzę) i poszedł. Pomogłam mamie się ogarnąć, a kiedy mój kochany braciszek łaskawie się naszykował, pojechaliśmy na cmentarz. Potem do restauracji, bo naszej kucharki dzisiaj nie było, a mama nie miała siły nic robić. W efekcie zasiedzieliśmy się do północy i wiedziałam czym to będzie skutkowało.
                Mama spojrzała na zegarek. Otarła oczy i od razu zmieniła postawę. Oparła łokcie na stole. Na słabość pozwalała sobie tylko w ten jeden jedyny dzień w roku… Podziwiałam ją za to. Przyznaję się, że mnie zdarzało się to o wiele wcześniej, ale ja tego nikomu nie pokazywałam. Przynajmniej się starałam. Dostałam  kilka sms, ale nie miała odwagi przerwać mamie. Zganiła nas za ucieczkę, a mnie za kłamstwo, że wyszłam nad ranem. Po opuszczeni restauracji i powrocie do domu, ponownie na nas nakrzyczała i poszła spać. Miała troszkę alkoholu we krwi, co nie zmienia faktu, że jednak zabolało mnie to, że nie ma już do nas zaufania i ma poczucie, że sama nie umiała nas wychować. Smutne, ale prawdziwe... 
***
KILKA DNI PÓŹNIEJ (PONIEDZIAŁEK)
                Przez resztę weekendu pisałam trochę z Louisem i resztą, ale nie miałam na to humoru. Mama mnie unikała, a kiedy chciałam z nią porozmawiać dawała mi do zrozumienia, że jest mną rozczarowana. Było mi przykro, ale ją rozumiałam... W głębi serca wiedziałam, że mnie kocha, ale nie umie sobie ze wszystkim poradzić.  Odstawiła leki i przestała chodzić do psychologa… Wszystkim mówiła, że tego nie potrzebuje. Mimo, że każdy miał inne zdanie, nikt nie odważył się wyrazić go  na głos. 
                Wykorzystałam czas na to żeby skończyć projekt z architektury i ze sportu. Chciałam projektować ogrody i moim projektem był plan i rozpisanie ogrodu dla jakiejś wysoko postawionej osoby. Dzisiaj niosłam go do zatwierdzenia. Byłam z niego bardzo zadowolona, ale coś czułam, ze klientowi nie będzie się podobało. Trudno… Ważne, że nie pominęłam w tym siebie. Zaśmiałam się z goryczą.
                Mama uznała, że Niall będzie się dalej mną zajmował, ale do szkoły mogę już jeździć sama. Wiedziałam, że tego nie chce, ale po prostu była przekonana, że moja nocna eskapada była wynikiem namowy chłopaka. Żenada.
                Podjechałam na rowerze pod szkolny budynek i przyczepiłam go w wyznaczonym miejscu z nadzieją, że ten dzień minie jak najszybciej. Harrego, Nialla i Lu nie będzie w szkole, bo się rozchorowali, na co dziewczyna była wściekła. Bardzo chciała zobaczyć jak ktoś z młodszych klas robi z siebie idiotę podczas przedstawienia. Szczerze mówiąc nawet nie patrzyłam. Cały czas siedziałam z nosem w telefonie i pisałam z Zaynem. Louis miał dzisiaj przedstawiać swój projekt nawet nie wiem z czego, bo fizyka mnie nie interesuje, więc jego też nie było, a dzięki Zaynowi mogłam chociaż troszkę zapomnieć o tym co się działo i się odciąć. Nikt nie zauważył, że słucham muzyki i korzystam z telefonu.
                Tak w sumie minął cały dzień i wcale tego nie żałowałam. Gdy odpinałam rower zobaczyłam, że mam flaka. Taaaa… Zajebiście po prostu, a miałam się nie spóźnić… Blond małpa stała pod murem i się śmiała. A żeby jej się tak ta gęba wykrzywiła!!!... Zrezygnowana zaczęłam prowadzić mojego górala w kierunku najbliższej stacji, która była w inną stronę niż dom, ale no cóż… Takie życie.
- Nie masz na czym jechać? – szyderczo się zaśmiała przejeżdżając obok mnie swoim szewroletem – Może cię podwieźć?
- Suczobusem nie jadę. – powiedziałam obojętnie, chciała coś powiedzieć i zaczęła mi machać butelką z sokiem porzeczkowym przed twarzą. Chwilę później sok znalazł się na mnie. Już nie żyje… Oczywiście musiała to zrobić kiedy mam białą bluzkę…
- Zostaw. Nie ścieraj. Uwierz mi… Tak. Jest. Lepiej. – wybuchła śmiechem.
- Szkoda, że z twoją gębą nie jest lepiej. Bluzce pomoże proszek,  ale tobie nawet operacja nie zmieni twarzy... – poszłam przed siebie wściekła jak osa.
                Dziewczyna dała mi spokój i odjechała. Dostałam sms od Lou, że zaliczył na szóstkę. Pogratulowałam mu i poszłam dalej.
                Kiedy wreszcie dotarłam do miasta na stację i napompowałam koło, byłam spóźniona już pół godziny. Mama się do mnie dobijała, ale najpierw ją olałam, a kiedy wreszcie odebrałam na mnie nawrzeszczała i przedłużyła szlaban. Ja się powieszę…
                Wyciągnęłam duże słuchawki i założyłam je na  uszy puszczając muzykę, po czym wsiadłam na rower i zaczęłam jechać do domu. Tak bardzo nie chciałam wracać... Musiałam... Cóż...  Na domiar wszystkiego zbierało się na deszcz. Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Wściekła przyśpieszyłam mając nadzieję, że mnie nie zleje, ale już po chwili zaczęło kropić. No tak… Westchnęłam tylko i wszystko olałam. Zaczęłam wspominać jak fajnie było w Pensylwanii. Byłam strasznie zła kiedy dowiedziałam się o przeprowadzce...  Miałam tam wszystko poza problemami, ale nie no oczywiście… Moje zdanie się nie liczy… Ja nie mam nic do gadania… Muszę siedzieć cicho i być potulna jak baranek. Obojętna na wszystko wokoło. 
                Poczułam silne uderzenie i upadłam. Szumiało mi w uszach. Muzyka się wyłączyła, a ja tylko podkuliłam nogi i zwinęłam się z bólu. Bolało ja cholera. Błagałam by to się skończyło... Lekko mnie przymroczyło. Zostałam potracona przez samochód, a rower przygniatał mi nogę. Słyszałam strzępki słów jakiejś osoby. Chwilę później roweru już nie było. Chciałam dźwignąć się do pozycji siedzącej, ale nie byłam w stanie. Policzki zalewały mi łzy wywołane piekielnym bólem, które zlewały się z deszczem. Nikogo nigdzie nie było.Dopiero po chwili zobaczyłam stojące przede mną czarne BMW wgniecioną maską i zamazaną postać chłopaka, który na mnie krzyczał. Chyba krzyczał. Podciągnął mnie do góry, wziął na ręce i zaniósł do auta.  Powoli traciłam przytomność. Modliłam się żeby to nie był jakiś psychopata.  Kiedy zostałam ułożona na tylnym siedzeniu skupiłam wzrok i starałam się cokolwiek zobaczyć. Wydawało mi się, że za kierownicą siedzi zdenerwowany Liam... Błagałam żebym się myliła. Odpłynęłam.  


____________________________________________

Kochani to już 9 rozdział.  Napisałam więcej, ale nie było okazji żeby dodawać :) Mam nadzieję, ze jakoś nadrobię zaległości ;p 
Zaczęły się wakacje, a jako że nigdzie nie wyjeżdżam, będę miała trochę czasu na pisanie. Nie siedzę cały czas w domu. Sporo wychodzę z przyjaciółmi i prawie w ogóle nie ma mnie w domu, ale tak czy siak mam więcej wolnego niż kiedy była szkoła ;)) 

To może będzie mega skromne, ale ogromnie się ciesze, bo dostałam się do liceum. W prawdzie nie z pierwszej, a z drugiej, ale to i tak dobrze, bo w tym roku był jakiś pogrom i wiele osób zostało bez szkoły ( bynajmniej w tej chwili ). Skończyła się 3 klasa a ja strasznie ubolewam. Skończyłam ze średnią najwyższą jaką miałam (4.74 [ taaaaaa jedna setna do paska <3 ] i bardzo się z niej cieszę ) Powinno być tylko lepiej. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz