niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 10

                Nieznacznie uchyliłam powieki. Wszystko mnie bolało. Nie byłam w stanie się poruszyć.  Słyszałam przyciszone głosy mamy i jakiejś pani. Światło tak strasznie raziło mnie po oczach, że je zamknęłam, ale musiałam się wsłuchać w rozmowę i postarać się nie zasnąć.
- Jak to pani nie wie co się stało?! – moja mama była wzburzona. Nie była tak zła, nawet nas karcąc czy kłócąc się z klientem, który nie zapłacił na czas i to odwlekał... 
- Niech pani na mnie nie krzyczy. – kobieta mówiła spokojnym wystudiowanym tonem - Dostaliśmy telefon żeby wyjść przed szpital, bo zostanie przywieziona dziewczyna po wypadku samochodowym. Kiedy sanitariusze spełnili prośbę pańska córka leżała nieprzytomna na ziemi z karteczką pod ręką, na której była prośba żeby się nią zaopiekować i opis wypadku: „Jechałem kiedy nagle zobaczyłem przed sobą dziewczynę jadącą na rowerze. Zahamowałem, ale było za późno i w nią uderzyłem. Straciła przytomność kiedy wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Zaopiekujcie się nią.” Żadnego podpisu… Nic. Niech mi pani wierzy, że policja już szuka sprawcy wypadku. Lepiej, że została przywieziona niż zostawiona tam gdzieś na drodze…
- Przepraszam za mój wybuch, ale pani rozumie. Straciłam męża i sama wychowuję dwoje dzieci. Kocham ich nad życie i nie chciałabym by, któremukolwiek coś się stało. Już raz się przeprowadzaliśmy.
- Wiem pani Rose. Rozumiem zdenerwowanie. Ana z tego wyjdzie. Ma po prostu zadrapania i jest mocno poobijana. Jedyną poważniejszą raną, jest głębokie skaleczenie na nodze. Wszystko zostało oczyszczone i zdezynfekowane. Podaliśmy jej leki przeciwbólowe. Zostawimy ją na obserwacji do jutra żeby mieć pewność, że nic się nie dzieje.
- Bardzo, ale to bardzo wam dziękuję. – powiedziała mama.
                Lekarka, albo pielęgniarka opuściła pokój. Słyszałam jak mama przysuwa sobie krzesło i siada obok mnie, a po chwili bierze moją dłoń w rękę.
- Może gdybym na ciebie nie nakrzyczała nic by się nie siało.
                Pogładziła moją rękę palcami.
                Nieznacznie przekręciłam głowę i postarałam się rozchylić powieki żeby na nią spojrzeć.
- Och Ana kochanie… Tak się o ciebie martwiłam…
                Nieznacznie mnie przytuliła.
***
                Chwilę potrwało zanim byłam w stanie rozmawiać i się poruszyć. Mimo leków noga piekła, ale starałam się to ignorować. 
                Co do mamy... Przeprosiła mnie i normalnie porozmawiałyśmy. Potem poszła do domu, a ja zostałam sama w ciemnym pokoju patrząc na kroplówkę, do której byłam podłączona. Przymknęłam oczy i postarałam się zasnąć, ale myśli nie dawały mi ciągle spokoju. „Kiedy sanitariusze spełnili prośbę pańska córka leżała nieprzytomna na ziemi z karteczką pod ręką, na której była prośba żeby się nią zaopiekować i opis wypadku.”. Przecież to chore… Nie jestem pewna czy naprawdę widziałam Liama. Ale jeśli to on, to po co mnie przywoził i prosił o pomoc. Mógł mnie tam zostawić…Nie miał interesu w tym żeby mi pomagać... 
                Usłyszałam szelest więc odwróciłam głowę. Nie dzieliłam z nikim pokoju, więc bardzo się zdziwiłam. Było po pierwszej w nocy, więc nawet pielęgniarka by nie zajrzała gdyby nic się nie działo. Dźwignęłam się do pozycji siedzącej. Skrzywiłam się i lekko przytrzymałam nogę powyżej rany. Chciałam zerwać opatrunki... Wytężyłam wzrok.  Miałam wrażenie, że ktoś przede mną stoi, ale nie widziałam dokładnie przez czerń jaka oblewała pokój. Serce podskoczyło mi do gardła. Cofnęłam się lekko do końca łóżka aż natknęłam się na zagłowię i ścianę. Prawą ręką zaczęłam wodzić po kablach w poszukiwaniu alarmowego przycisku.
- Ani się waż. – usłyszałam groźbę w lekko zachrypniętym głosie przybyłego. Żołądek mi się ścisnął… Miałam rację, że ktoś tu był. Ja mimo wszystko dalej nie puszczałam przycisku gotowa go wcisnąć – Powiedziałem puść przycisk! – syknął.
                Oblizałam spierzchnięte wargi. Byłam wystraszona, ale rozpoznawałam ten głos. Nie umiałam przydzielić go do znajomych osób. Na dodatek piszczało mi w uszach. Byłam gotowa złapać nawet za stojak od kroplówki żeby się obronić.
- Strach cię obleciał, że nie chcesz się pokazać? – syknęłam cicho w nadziei, że go sprowokuję.
- I tak czuć, że się boisz. Widzę to... Nie graj ze mną w gierki. – ostrzegł mnie.
- Nie gram. – zaśmiałam się.
                Zrobił krok do przodu. W blasku księżyca dostrzegłam Liama. Momentalnie puściłam guziczek.
- Powaliło cię? – fuknęłam.
- Chciałem zobaczyć czy cię nie zabiłem. – wzruszył ramionami, a ja miałam ochotę go walnąć. Mówił o tym tak spokojnie. On serio jest nienormalny.
- Eee… Żyję, oddycham, gadam, siedzę ruszam się, odczuwam ból… Widzisz mnie... Nie zabiłeś mnie... Jak się tu dostałeś? – mówiłam pewnie, ale starałam się dobrze dobierać słowa.
- Nie twój zakichany interes mała. Przez ciebie mam maskę do wyklepania i zderzak do wymiany. Na dodatek jasna tapicerka w aucie ma ślady krwi z twojej nogi, bo miałaś zdartą skórę. – wydawał się rozzłoszczony. Wyjął elektrycznego papierosa, po czym się zaciągnął i wypuścił spory obłok dymu. Owiał mnie zapach mięty.
- Co mnie interesuje twoja maska i jakaś tapicerka?! Potrąciłeś mnie! – starałam się nie krzyczeć by nikt mnie nie usłyszał.
                Liam tylko się zaśmiał i ponownie pociągnął z e-peta. Podszedł do mnie i ukucnął przy łóżku. Zdusiłam pokusę żeby go odepchnąć, ale byłam na to przygotowana. Miał dziwny wyraz twarzy. Nic nie potrafiłam z niego wyczytać.
- Wjechałaś mi pod koła. Nie moja wina. - wskazał na mnie papierosem - Zapłacisz mi za auto prędzej czy później. – wstał i schował e-peta by wyjąc normalną fajkę – Jebany szpital. Nie można nawet zapalić. – zaśmiał się i zatknął go za ucho. Nonszalancko oparł się o ścianę i ze skrzyżowanymi rękoma się we mnie wgapiał. Serce chciało opuścić swoje miejsce, ale nieco się uspokoiło – Mogłem cię tam zostawić, ale jakoś nie mogłem. Jeszcze ktoś by cię zgwałcił. – włosy na karku mi się zjeżyły. Był obojętny. Zachowywał się jak psychiczny – Zresztą lało. Tak czy siak żyjesz.
- Nie rozumiem jednej rzeczy… - powiedziałam i tego pożałowałam, bo wiedziałam, że będę musiała już o to zapytać. Głupia… Języka za zębami nie umiesz trzymać.
- Nie marnuj mojego czasu. Już i tak wiele straciłem musząc cię tutaj wieść. Nie było mi po drodze.
- Więc po co to zrobiłeś? Byłoby ci na rękę mnie tam zostawić, ale nie. No musiałeś się wykazać męskością. Szkoda, ze spierdzieliłeś.
- Nie będę miał przez ciebie rozmowy z policją. Zajmą tylko czas i gówno ustalą. Tak lepiej dla nas obojga. Zapomniałem ci powiedzieć. Ucieszysz się. – wyszczerzył się – Twój projekt nie przeszedł, bo był robiony w pojedynkę i masz go zrobić ze mną. – zaśmiał się i ponownie wyją elektronicznego papierosa, po czym znów się zaciągnął – Będziesz na mnie skazana. - zaczął robić kółeczka po czy rozgonił dym ręką. Miał lekko przymrużone oczy. 
- Chyba żartujesz. Nic nie będę z tobą robiła. – byłam wściekła, że nie przeszło… Wiedziałam, że mogą się doczepić, ale ja ten projekt zaczynałam z przyjaciółmi w Pensylwanii więc jak mogłam, go teraz dokończyć? Tłumaczyłam im to… Przyjaciółka mi go odstąpiła, wiec miałam na rękę… Zrypy – Będziesz tu tak teraz stał?
- Fajnie się denerwujesz. Nic nie mówisz, a i tak widać, ze jesteś zła. Policzki ci się powiększają. Jak u buldoga..  – zaśmiał się i odepchnął od ściany - Jak wyjdziesz to się zobaczymy, bo musimy to zrobić. Nie spieprzysz mi oceny. – zaśmiał się.
- Uhg kto by pomyślał, że tak to cię interesuje… Szkoda, e wyglądasz jak ratlerek. - nie mogłam powstrzymać się od kąśliwego komentarza... Musiałam... Najwyraźniej zignorował moją uwagę. 
- Wiele rzeczy o mnie nie wiesz. Uziemienie. – wyszedł.
                „Uziemienie”? Co on gada… Postanowiłam, że pójdę do pani od architektury i z nią porozmawiam. Nie mogę robić z nim projektu. Nawet nie ma takiej opcji… Nie pozwolę na to…
                Położyłam się tak żeby mieć oko na drzwi. Bałam się, ze wróci. Był jakiś dziwny. Nie mogłam go rozgryźć i za każdym razem coraz bardziej mnie intrygował i w pewien sposób przyciągał. Może dlatego, że jest jedną wielką niewidomą. Leje się i nie chodzi do szkoły, ale oceny ma wspaniałe. Ja mogę o takich pomarzyć. Zawsze mam wysoką średnią, ale z tego co mówiła Lu, do jego mi daleko, bo ma same najwyższe noty, a mnie zdarzają się i słabe oceny. Przymknęłam oczy i mimo, że bardzo z tym walczyłam, po jakimś czasie zasnęłam.
***
                Z samego rano mama zadzwoniła, że odbierze mnie pod wieczór, bo wtedy mnie wypiszą. To oznaczało, że dzisiaj już nie pogadam z panią od architektury… Chociaż? Chciałam wysłać do Lu sms, ale w tym momencie w mojej sali pojawił się Louis. Wziął krzesełko i przystawił do mojego łóżka.
- Czemu nie jesteś w szkole? – spytałam nim zdążył się odezwać.
- Zwiałem. Twoja mama była cię zwolnić. Możesz mi do cholery wyjaśnić jak to się stało? – patrzył na mnie z braterską troską w oczach. 
- Louis nie wiem… Jechałam do domu. Miałam słuchawki na uszach… Po prostu zostałam potrącona.
- Ana… Wiesz kto cię potrącił…
- Nie wiem. – skłamałam. Po co ja to zrobiłam?!
- Wiem, że wiesz. Po co go kryjesz? – spytał.
- Nie wiem o kim mówisz. – udałam zdziwioną.
- Dziewczyno wiem, że to Liam cię potrącił. Widziałem dzisiaj jego auto i słyszałem co mówiła twoja mama. To na pewno on…
                Nie odezwałam się słowem, tylko ciężko westchnęłam.
- Masz numer do pani od architektury? – spytałam z nadzieją.
- Po co ci? – wyciągnął telefon. Wiedziałam, że się zdenerwuje, ale lepiej żeby wiedział ode mnie, a nie od szkolnych plotkarzy, którzy wiedzą o mnie najwięcej, a tak naprawdę mnie nie znają. Pozdrawiam.
- Chcę żeby zmieniła mi osobę do projektu. Nie przyjęli mojego, bo był robiony tylko przeze mnie. – wzięłam głęboki wdech i umilkłam. Do sali weszła pielęgniarka ze śniadaniem i tabletkami. Chyba przeciwbólowymi. Jeszcze trochę się krzywiłam. Przyjęłam od niej kubek z wodą i szybko je połknęłam. Wzięłam do ręki kanapkę z serem i zaczęłam powoli jeść popijając to herbatą. Trochę zgłodniałam.
- Kogo ci przydzieliła? – Louis wyglądał jakby miał podejrzenia, ale miał nadzieję, że jednak powiem coś innego.
- Liama. – ciężko westchnęłam, a on zbladł. Wyglądał jakby zadała mu siarczysty policzek, albo wylała na niego kubeł lodowatej wody – Nie chcę mieć z nim nic do czynienia… To jest jakieś chore. Podasz mi ten numer??? – popatrzyłam na niego błagająco.
- Dzwoń. – podał mi swój telefon, po czym sam przeczesał ręką włosy i nieznacznie pociągnął za ich końce. Podszedł do okna pogrążony w myślach.
- Halo? – usłyszałam nauczycielkę.
- Dzień dobry. Dzwoni Ana Rose. – nauczycielka się przywitała – Dzwonię w sprawie mojego projektu. Dowiedziałam się, że został odrzucony i muszę go zrobić z jakąś osobą. Naprawdę przydzieliła mi pani Liama Payne?
- Mhm. Zgadza się. W czym jest problem?
- Chodzi o to, że ja nie chcę z nim robić tego projektu. Mogłabym może… No Em… Zrobić go z kimś innym?
- Ana proszę cię nie utrudniaj. Musisz ten projekt zaliczyć, a Liam ma świetne oceny i razem zrobicie bo migiem. Twój projekt był wspaniały Super to już wiem… ale niestety nie mogę go zaakceptować, bo robiłaś go sama. Może coś wspólnie pozmieniajcie  i pododajecie. To dla was obojga będzie bardzo ważne. Nie zmienię zdana Ana. Klamka zapadła. Jak dobrze pójdzie dostaniecie staż w firmie i celujące oceny na koniec z kilku przedmiotów.
                Załamałam się. Miałam gdzieś staż i ocenę. Nie chciałam tego projektu robić z nim …
- Proszę pani, ale mnie naprawdę…
- Nie… Zadecydowałam i zdania nie zmienię… Nie proś mnie więcej. Do widzenia. – rozłączyła się.

                Wściekła miała ochotę roztrzaskać telefon o ścianę. 


___________________________________________________


Mam nadzieję, że wam się podoba ;)) Może by tak komentarze? Teraz już piszę sama bez konsultacji. Nie wiem czy to się utrzyma zobaczymy ;p Na marginesie... Jak wam mijają wakacje? ;] 
Rozdział 9

                Mama była załamana. Cała we łzach przytulała jego marynarkę i zdjęcie. Makijaż, który rzadko nakładała jej się rozpłynął. Josh wrócił zaraz po mnie. Podeszłam do niego i czując woń alkoholu kazałam mu iść się wykąpać. Posłuchał mnie (nie wierzę) i poszedł. Pomogłam mamie się ogarnąć, a kiedy mój kochany braciszek łaskawie się naszykował, pojechaliśmy na cmentarz. Potem do restauracji, bo naszej kucharki dzisiaj nie było, a mama nie miała siły nic robić. W efekcie zasiedzieliśmy się do północy i wiedziałam czym to będzie skutkowało.
                Mama spojrzała na zegarek. Otarła oczy i od razu zmieniła postawę. Oparła łokcie na stole. Na słabość pozwalała sobie tylko w ten jeden jedyny dzień w roku… Podziwiałam ją za to. Przyznaję się, że mnie zdarzało się to o wiele wcześniej, ale ja tego nikomu nie pokazywałam. Przynajmniej się starałam. Dostałam  kilka sms, ale nie miała odwagi przerwać mamie. Zganiła nas za ucieczkę, a mnie za kłamstwo, że wyszłam nad ranem. Po opuszczeni restauracji i powrocie do domu, ponownie na nas nakrzyczała i poszła spać. Miała troszkę alkoholu we krwi, co nie zmienia faktu, że jednak zabolało mnie to, że nie ma już do nas zaufania i ma poczucie, że sama nie umiała nas wychować. Smutne, ale prawdziwe... 
***
KILKA DNI PÓŹNIEJ (PONIEDZIAŁEK)
                Przez resztę weekendu pisałam trochę z Louisem i resztą, ale nie miałam na to humoru. Mama mnie unikała, a kiedy chciałam z nią porozmawiać dawała mi do zrozumienia, że jest mną rozczarowana. Było mi przykro, ale ją rozumiałam... W głębi serca wiedziałam, że mnie kocha, ale nie umie sobie ze wszystkim poradzić.  Odstawiła leki i przestała chodzić do psychologa… Wszystkim mówiła, że tego nie potrzebuje. Mimo, że każdy miał inne zdanie, nikt nie odważył się wyrazić go  na głos. 
                Wykorzystałam czas na to żeby skończyć projekt z architektury i ze sportu. Chciałam projektować ogrody i moim projektem był plan i rozpisanie ogrodu dla jakiejś wysoko postawionej osoby. Dzisiaj niosłam go do zatwierdzenia. Byłam z niego bardzo zadowolona, ale coś czułam, ze klientowi nie będzie się podobało. Trudno… Ważne, że nie pominęłam w tym siebie. Zaśmiałam się z goryczą.
                Mama uznała, że Niall będzie się dalej mną zajmował, ale do szkoły mogę już jeździć sama. Wiedziałam, że tego nie chce, ale po prostu była przekonana, że moja nocna eskapada była wynikiem namowy chłopaka. Żenada.
                Podjechałam na rowerze pod szkolny budynek i przyczepiłam go w wyznaczonym miejscu z nadzieją, że ten dzień minie jak najszybciej. Harrego, Nialla i Lu nie będzie w szkole, bo się rozchorowali, na co dziewczyna była wściekła. Bardzo chciała zobaczyć jak ktoś z młodszych klas robi z siebie idiotę podczas przedstawienia. Szczerze mówiąc nawet nie patrzyłam. Cały czas siedziałam z nosem w telefonie i pisałam z Zaynem. Louis miał dzisiaj przedstawiać swój projekt nawet nie wiem z czego, bo fizyka mnie nie interesuje, więc jego też nie było, a dzięki Zaynowi mogłam chociaż troszkę zapomnieć o tym co się działo i się odciąć. Nikt nie zauważył, że słucham muzyki i korzystam z telefonu.
                Tak w sumie minął cały dzień i wcale tego nie żałowałam. Gdy odpinałam rower zobaczyłam, że mam flaka. Taaaa… Zajebiście po prostu, a miałam się nie spóźnić… Blond małpa stała pod murem i się śmiała. A żeby jej się tak ta gęba wykrzywiła!!!... Zrezygnowana zaczęłam prowadzić mojego górala w kierunku najbliższej stacji, która była w inną stronę niż dom, ale no cóż… Takie życie.
- Nie masz na czym jechać? – szyderczo się zaśmiała przejeżdżając obok mnie swoim szewroletem – Może cię podwieźć?
- Suczobusem nie jadę. – powiedziałam obojętnie, chciała coś powiedzieć i zaczęła mi machać butelką z sokiem porzeczkowym przed twarzą. Chwilę później sok znalazł się na mnie. Już nie żyje… Oczywiście musiała to zrobić kiedy mam białą bluzkę…
- Zostaw. Nie ścieraj. Uwierz mi… Tak. Jest. Lepiej. – wybuchła śmiechem.
- Szkoda, że z twoją gębą nie jest lepiej. Bluzce pomoże proszek,  ale tobie nawet operacja nie zmieni twarzy... – poszłam przed siebie wściekła jak osa.
                Dziewczyna dała mi spokój i odjechała. Dostałam sms od Lou, że zaliczył na szóstkę. Pogratulowałam mu i poszłam dalej.
                Kiedy wreszcie dotarłam do miasta na stację i napompowałam koło, byłam spóźniona już pół godziny. Mama się do mnie dobijała, ale najpierw ją olałam, a kiedy wreszcie odebrałam na mnie nawrzeszczała i przedłużyła szlaban. Ja się powieszę…
                Wyciągnęłam duże słuchawki i założyłam je na  uszy puszczając muzykę, po czym wsiadłam na rower i zaczęłam jechać do domu. Tak bardzo nie chciałam wracać... Musiałam... Cóż...  Na domiar wszystkiego zbierało się na deszcz. Wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie. Wściekła przyśpieszyłam mając nadzieję, że mnie nie zleje, ale już po chwili zaczęło kropić. No tak… Westchnęłam tylko i wszystko olałam. Zaczęłam wspominać jak fajnie było w Pensylwanii. Byłam strasznie zła kiedy dowiedziałam się o przeprowadzce...  Miałam tam wszystko poza problemami, ale nie no oczywiście… Moje zdanie się nie liczy… Ja nie mam nic do gadania… Muszę siedzieć cicho i być potulna jak baranek. Obojętna na wszystko wokoło. 
                Poczułam silne uderzenie i upadłam. Szumiało mi w uszach. Muzyka się wyłączyła, a ja tylko podkuliłam nogi i zwinęłam się z bólu. Bolało ja cholera. Błagałam by to się skończyło... Lekko mnie przymroczyło. Zostałam potracona przez samochód, a rower przygniatał mi nogę. Słyszałam strzępki słów jakiejś osoby. Chwilę później roweru już nie było. Chciałam dźwignąć się do pozycji siedzącej, ale nie byłam w stanie. Policzki zalewały mi łzy wywołane piekielnym bólem, które zlewały się z deszczem. Nikogo nigdzie nie było.Dopiero po chwili zobaczyłam stojące przede mną czarne BMW wgniecioną maską i zamazaną postać chłopaka, który na mnie krzyczał. Chyba krzyczał. Podciągnął mnie do góry, wziął na ręce i zaniósł do auta.  Powoli traciłam przytomność. Modliłam się żeby to nie był jakiś psychopata.  Kiedy zostałam ułożona na tylnym siedzeniu skupiłam wzrok i starałam się cokolwiek zobaczyć. Wydawało mi się, że za kierownicą siedzi zdenerwowany Liam... Błagałam żebym się myliła. Odpłynęłam.  


____________________________________________

Kochani to już 9 rozdział.  Napisałam więcej, ale nie było okazji żeby dodawać :) Mam nadzieję, ze jakoś nadrobię zaległości ;p 
Zaczęły się wakacje, a jako że nigdzie nie wyjeżdżam, będę miała trochę czasu na pisanie. Nie siedzę cały czas w domu. Sporo wychodzę z przyjaciółmi i prawie w ogóle nie ma mnie w domu, ale tak czy siak mam więcej wolnego niż kiedy była szkoła ;)) 

To może będzie mega skromne, ale ogromnie się ciesze, bo dostałam się do liceum. W prawdzie nie z pierwszej, a z drugiej, ale to i tak dobrze, bo w tym roku był jakiś pogrom i wiele osób zostało bez szkoły ( bynajmniej w tej chwili ). Skończyła się 3 klasa a ja strasznie ubolewam. Skończyłam ze średnią najwyższą jaką miałam (4.74 [ taaaaaa jedna setna do paska <3 ] i bardzo się z niej cieszę ) Powinno być tylko lepiej. 

niedziela, 31 maja 2015

Zanim zaczniecie czytać proszę was gorąco o opinię :) Niektórzy do mnie napisali i bardzo się cieszę z miłych słów jakie usłyszałam ;D 
DZIĘKUJĘ WAM ♥

 Rozdział 8

                Lu poprosiła żebym zajęła się kanapkami. Ona w tym czasie przygotowywała herbatę i kawę, a dla mnie kakao, bo uznała, że jest najlepsze na koszmary senne. Podała mi kubek z parującym napojem, a ja oparłam się o kuchenny blat.
- Fajnie, że masz taki odrębny domek. – powiedziałam.
                Już zdążyła mi opowiedzieć o tym, że to jest domek gościnny, a na ich parceli znajdują się trzy. Jej rodziców (ten największy) jej własny i ten, w którym właśnie jesteśmy. Dodatkowo jej rodziców nie było.
- Wiesz… Mama jest projektantką i ma własną sieć butików. Czasami sama podrzucam jej jakieś projekty i jeśli jej się podobają to wciela je w życie. – była zadowolona – Taty często nie ma. Teraz oboje są na wyjeździe i nie będzie ich przez około dwa tygodnie. Na dodatek teraz będzie super, bo idziemy dwa dni do szkoły i mamy wolne, bo inspekcja kazała odnowienie pewnych rzeczy w szkole. Bzdura. – zaśmiała się.
- Dla nas lepiej. – uśmiechnęłam się uradowana, że będę miała wolne od szkoły i pociągnęłam kolejny łyk kakała.
- Co chciał Liam? – spytała i zaczęła chrupać liść sałaty.
                Odstawiłam pusty kubek i zajęłam się dalszym robieniem kanapek.
- W sumie to nie wiem… - odparłam obojętnie i wzięłam plasterek ogórka. Kiedy przełknęłam dodała – Rozmawiałam z bratem, a on przyszedł i doczepił się, że nie daje zbyt dużo swobody chłopakowi… Dopierdzielił się tak naprawdę jakiegoś gówna…
- Ściskał cię za ramię… - powiedziała – Wyglądał na wzburzonego.
- Zastąpił mi drogę kiedy chciałam wrócić, więc go przepchnęłam… Wydaje mi się, że z lekka chciał mnie zastraszyć. Lu naprawdę nie wiem co on ode mnie chciał… Powiedział, że ma ochotę na zadziorną kicie. Wcale mi się to nie spodobało…
- Nie dziwię ci się. Powinnaś się trzymać…
- Z daleka… Wiem… Lulu ja naprawdę nie chce mieć z nim nic wspólnego… Widać, że się leje. Widziałaś ile ma tatuaży? On na pewno nie jest grzecznym chłopcem… Przyniesie tylko kłopoty… - westchnęłam.
- Nic dobrego z tego nie wyjdzie. To prawda. Co zamierzasz?
- Omijać go… Mam nadzieję, że mi się uda…  To jest jakieś chore… Jeszcze ten koszmar… Ugh. Chyba za bardzo się tym przejmuje…
- On się leje… Chyba nic więcej… Największy problem z Liamem ma Louis. Nienawidzi go z całego serca… Kiedyś się znali, ale nie wiem co się stało… Lou nikomu tego nie mówi, bo nie chce, więc nikt go o to nie pyta. Sam nie miał najlepiej w życiu, wiec nie ma sensu dopytywać…
- Obraził się na mnie kiedy mu powiedziała o rozmowie z Liamem. Sam mnie o to zapytał, więc nie rozumiem…
- Liam to psychopata. Dobrze się uczy, ale do grzecznych chłopców nie należy. Lepiej się trzymać od niego z daleka. Raz jest raz go nie ma. Pojawił się tutaj chwilowo razem z Loisem… Potem Loui się zmienił, bo był podobny do niego…
- Może mają jakieś wspomnienia z przeszłości i Louisa to dopadło? Nie wiem… Ale nie martwi mnie Liam czy takie tam, tylko coś innego. – przeczesałam ręką włosy.
- A co jest? – dziewczyna spojrzała na mnie z powagą.
- Nie ważne. – posłałam jej minę proszącą o wyrozumiałość.
                Nie chciałam jej mówić o Harrym. To nie było potrzebne… W dodatku Josh… Ugh.. Czy ten chłopak ma trochę oleju w głowie? Gdyby był choć trochę  mądrzejszy, ale nie. Wyrąbane na cały świat… Kwiatek mu zawinił? Przecież nie stało się nic, co mogło go popchnąć do narkotyków… Miał szczęśliwe życie… Mógł się załamać po śmierci ojca, ale przecież nie był jego biologicznym tatą… Nic z tego nie rozumiem. On go nienawidził, za to, ze zajął miejsce jego taty, z którym i tak się widzi. W sumie jego śmierć była mu na rękę… Jezu o czym ja myślę?! Zwariowałam do końca… Do tego Harry. Skąd on miał dragi? Będę musiała z nim porozmawiać, ale tak żeby sam mi powiedział… Nie chcę żeby zjebał sobie życie… Polubiłam go…
- Ana wszystko okay? – Lu popatrzyła na mnie z troską.
- Tak… Sorka zamyśliłam się.
- Patrz pokażę ci coś. – zaśmiała się.
                Chwilę wcześniej wołała chłopaków żeby zeszli na dół do salonu i byli wszyscy po za Niallem.
- Słuchaj i patrz na schody. – zachichotała – Niall!!! – wydarła się – Śniadanie na stole!!!
                Usłyszałam dudniące kroki. Po chwili chłopak zaczął zeskakiwać ze schodów i biec w naszym kierunku z zaciszem na twarzy. Kiedy był na samym dole zahaczył nogą o dywan i wyłożył się jak długi na ziemi. Nie zniechęciło go to i podnosząc się do góry podbiegł do nas nadal się uśmiechając.
- Ej żyjesz? – spytałam przyglądając mu się, a on kiwnął głową.
- Już myślałam, że się nie doczekam. – zabrał kanapki i poszedł o salonu.
- Wołałam cię kilka razy.
                Śmiejąc się wzięłam dzbanki z herbatą i kawą i poszłam za nimi w stronę pokoju. Postawiłam wszystko na stole i usiadłam obok Harrego. Loui uciekał ode mnie wzrokiem i sam był pogrążony w myślach. Westchnęłam i patrzyłam jak inni wcinają kanapki. Jakoś nie miałam apetytu. Odblokowałam telefon i od razu zobaczyłam serię wiadomości od mamy i milion nieodebranych połączeń. Pierdziele… Nie…  Tylko nie to…
- Zaraz wracam. – powiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
                Przejechałam palcem po ekranie dotykowego telefonu i poczekałam aż rozmowa zostanie nawiązana. Usiadłam sobie na schodach przed domem i patrzyłam na kwiaty dookoła.
- Halo? – usłyszałam głos mamy w słuchawce. Była lekko podenerwowana – Kochanie gdzie jesteś?
- Wyszłam się przejść na miasto z Niallem i Lu. Chcieli mi troszkę pokazać. Przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale spałaś.
                Westchnęła… Chyba się wkopałam.
- Porozmawiamy w domu. Teraz bardziej się martwię tym gdzie jest Josh. Myślisz, że nie słyszałam waszej awantury i nie widziałam jak wychodził?
                Jezu?! Ile ona usłyszała?! Boże… Żeby nie wiedziała o narkotykach… Proszę…. Proszę… Proszę…
- Mamusiu nie martw się. Josh jest  u kolegi. My się nie kłóciliśmy…
- Nie słyszałam o czym rozmawialiście. Ale proszę cię… Powiedz o co się na niego zdenerwowałaś.
                Musiałam coś wymyślić.
- O błahostkę. Znów wszedł nieproszony do pokoju i po prostu zrzucił mi telefon na ziemię. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale no wiesz… Tak czy siak upadł. Nie przejmuj się.
- Za ile będziesz? – miałam wrażenie, że zbiera jej się na płacz.
                Jest tylko jeden dzień w roku kiedy tak jest… O ja pierdole… Ana idiotko!!! Dzisiaj jest rocznica śmierci twojego taty!!! Jak mogłaś zapomnieć…
- Zaraz będę jechała do domu. Nie martw się. Za około godzinę będę.
- Dobrze skarbie. Kocham cię. Papa. Do zobaczenia. – pociągnęła  nosem i nim zdążyłam coś powiedzieć, po prostu się rozłączyła.
                Będzie mi miała za złe, że wyszłam zapominając… Ale ze mnie idiotka…
                Potarłam dłońmi zmęczone oczy i popatrzyłam na zazielenioną okolicę. Wiosna jest pięknym miesiącem. Wszystko budzi się do życia. Połowa drugiego semestru… Kwiecień. Dokładniej szesnasty. Dzień, którego nienawidzę i najchętniej wymazałabym go z pamięci. Cóż… Prawie mi się udało.
- Przepraszam tato… - szepnęłam, a łza spłynęła mi po policzku.            
                Ktoś koło mnie usiadł.  Pośpiesznie ją wytarłam i pojrzałam na prawo. To był Louis. Zdziwiłam się.
- Co się stało? – spytał zatroskany.
- Muszę wracać. – powiedziałam i zaśmiałam się z goryczą.
- Nie chcesz tu siedzieć, czy coś się stało? – patrzył mi prosto w oczy.
- Dzisiaj jest rocznica… - starałam się by głos mi się nie załamał – Zapomniał..Zapomniałam. – wydusiłam w końcu. Byłam na siebie wściekła – Siedziałam na imprezie i świetnie się bawiłam, a mój tata kilka lat temu o tej godzinie ginął… A ja się bawiłam. – zaśmiałam się.
                Chłopak otoczył mnie ramieniem i pozwolił bym wtuliła się w jego bok. Nie płakałam. Ja się śmiałam. W końcu jednak coś we mnie pękło i się uspokoiłam, a łzy pociekły mi po policzkach. Louis wziął moją twarz w swoje dłonie i kciukami otarł ją z łez.
- Zawiozę cię do domu. – powiedział i wstał razem ze mną, po czym mocno mnie przytulił. Staliśmy tak jakiś czas póki się nie ogarnęłam. Chwilę później poszedł po swoją bluzę i poszliśmy do jego auta.
                Odpalił silnik i ruszył w kierunku mojego domu.
- Nie pożegnałam się z nimi. – powiedziałam – Pytali o coś?
- Zdziwili się, ale powiedziałem, że twoja mama po prostu kazała ci już wracać.
- W sumie nie skłamałeś.
                Posłał mi uśmiech. Nie spuszczając wzroku z drogi włączył radio. Poleciała jakaś piosenka, której nie znałam. Otworzyłam lekko okno.
                Jechaliśmy dość szybko więc niedługo potem byliśmy na miejscu. Pożegnałam się. Nim poszłam, jeszcze lekko mnie przytulił mówiąc, żebym się nie załamywała. Po tym jak odjechał patrzyłam za nim jeszcze chwilę, a gdy straciłam go z pola widzenia powoli zaczęłam człapać do drzwi. Niepewnie weszłam do środka, bo bałam się tego co tam zastanę.
- Mamo? – spytałam kiedy stałam w przedpokoju. Dom ogarniała cisza.
                Powoli szłam w kierunku salonu. Słyszałam ciche szlochanie. Gdy ją zobaczyłam łzy same zaczynały napływać mi do oczu, ale je powstrzymałam.



sobota, 16 maja 2015

BOHATEROWIE ♥


Ana Rose 
17 lat 
Dziewczyna z temperamentem ze swoimi pasjami i zamiłowaniami. Silna i stanowcza. Nie często pokazuje uczucia. Kiedy coś postawowi do tego dąży. Jej przyjaciółmi od zawsze byli chłopcy. Z dziewczynami nie często potrafi złapać kontakt (Lu i kilka innych to wyjątki) dlatego, że po prostu chłopcy na nią lecą. 155 cm wzrostu, brązowe włosy z miętowymi końcówkami, choć nie widać tego na zdjęciu ( ups :'D ) 








Liam Payne

18 lat 
Tajemniczy, przystojny, arogancki i sarkastyczny. Bardzo uparty, silny i wysportowany. Ma najlepsze wyniki w nauce, ale zawsze kiedy są przyznawane nagrody, jego nie ma w szkole. Często wdaje się w bójki i wagaruje. Zazwyczaj uchodzi w cień. Ma 177 cm  wzrostu, tatuaże i kolczyki (w brwi, w wardze i nosie, a także rozpychacze [nie zawsze je nosi] ). Brązowe niedługie włosy zazwyczaj postawione do góry i ciemnobrązowe oczy. Szczupły i dobrze zbudowany (MA KALORYFEREK Awrr ♥ :3 :) )  Nie chce by ktokolwiek się w nim zakochał, choć często podrywa naiwne dziewczyny. 



Lu Laris 

17 lat 
Arogancka, pewna siebie, zwariowana, ostra kiedy trzeba. Dobrze flirtuje i zachowuje się jak podła nastolatka, która uważa: "Jaka to ja nie jestem", ale w głębi serca jest delikatna i uczuciowa, choć to ukrywa. Uważana za wredną, rozpieszczaną dziewczynę, tak czy siak jest lubiana przez swoje grono ( liczne grono chłopaków). Liliowe włosy i szafirowe oczy ze złotymi i fioletowymi plamkami (165 cm). Ładna figura i długie nogi. 
(obrzydliwie bogata) 



Niall Horan 
18 lat 
173 cm wzrostu. Blondyn o dużych niebieskich oczach. Gra na gitarze. JEST WIECZNIE GŁODNY. Pomimo swojego hobby (jedzenia) jest szczupły i dobrze zbudowany ;) Kaloryferek :))) !!! 
Bardzo opiekuńczy zwłaszcza dla osób, które są dla niego ważne. Zawsze uśmiechnięty. Czasami śpiewa pewnej osobie do snu przez telefon ( :333 ) 


 Louis Tomlinson
19 lat  
Ma 172 cm wzrostu. Rok starszy od reszty, ale jest w ich paczce poprzez przyjaźń z Harrym. Bardzo lubi Anę (nic więcej [bez jakichś tam myśli poprosimy ;**] i Lu też, ale właśnie z Aną tak najbardziej). Niebieskie oczy z nutą szarości i jasno brązowe włosy słodko roztrzepane na boki. Ma taki misiowaty głos. Tak jak i Niall śpiewa. Jest takim komikiem wśród znajomych i zawsze potrawi skutecznie poprawić humor. 


Harry Styles  
17 lat 
Bardzo kręcone jasno brązowe włosy, które często związuje w koka.  Zawsze uśmiechnięty, a jego uśmiech jest przepiękny (z dołeczkami). Ma wiele dziewczyn i jest flirciarzem. Ma piękne zielone oczy. Zaprzyjaźni się bliżej z Aną i Lu i będzie miał jeszcze lepsze kontakty z innymi osobami. Z chłopaków jest najwyższy, bo ma 180 cm. Wbrew opinii jaka o nim panuje (podrywacz, łamacz serc i bezdusznik) jest bardzo czuły i kochany. 



Zayn Malik 
18 lat
170 cm (najniższy z chłopaków) kuzyn Any. Śmieszek, ale taki lekko wycofany w obecności innych. Po jakimś czasie się rozkręci. Najlepszy kontakt miał z Louisem, ale coś się w ich przyjaźni zepsuło. Ma piękne ciemno brązowe oczy, ciemną karnację i ciemne włosy postawione do góry. Chłopak z pasjami, uczuciowy i szczery. Ma wiele  tatuaży i to one wyrażają to kim jest. Tak jak i inni śpiewa i pięknie wyciąga w górę. 




Josh Rose 

18lat
190 cm wzrostu. Brat Any. Uparty i zawzięty jak jego siostra. Popełnia błędy, ale jakoś mu się udaje je naprawić (Ana mu pomaga). Nie jest wylewny i często narzeka. Nie szuka związku, woli raczej przelotne przygody bez zobowiązań. Typowy podrywacz i śmieszek.  Brązowe włosy jak Ana, bursztynowe oczy. 




Monic Green 

18 lat
160 cm 
Pyskata i rozwydrzona. Nakłada dużo makijażu, jest chamska i opryskliwa. Na siłę chce się odchudzić mimo, że przesadza. Taka pusta lala, która dobrze się uczy, ale ma wszystko gdzieś. Mysie oczy, blond włosy i blada karnacja. Na zabój zakochana w Niallu. Nienawidzi Any i Lu. 



Mama Any i Josha 

Niewysoka brunetka ( na zdjęciu może nie taka brunetka, ale cóż)  ze złotymi oczami. Ciemniejsza karnacja. Zawsze w sukienkach. Zapracowana i zatroskana mama. 







ZOSTAWIAJCIE KOMENTARZE POD ROZDZIAŁAMI BO NIE ŻARTUJEMY I NIE BĘDZIE KOLEJNYCH. TAAA WEJŚĆ JEST SPORO A KOMÓW PRAWIE WG :[