niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 10

                Nieznacznie uchyliłam powieki. Wszystko mnie bolało. Nie byłam w stanie się poruszyć.  Słyszałam przyciszone głosy mamy i jakiejś pani. Światło tak strasznie raziło mnie po oczach, że je zamknęłam, ale musiałam się wsłuchać w rozmowę i postarać się nie zasnąć.
- Jak to pani nie wie co się stało?! – moja mama była wzburzona. Nie była tak zła, nawet nas karcąc czy kłócąc się z klientem, który nie zapłacił na czas i to odwlekał... 
- Niech pani na mnie nie krzyczy. – kobieta mówiła spokojnym wystudiowanym tonem - Dostaliśmy telefon żeby wyjść przed szpital, bo zostanie przywieziona dziewczyna po wypadku samochodowym. Kiedy sanitariusze spełnili prośbę pańska córka leżała nieprzytomna na ziemi z karteczką pod ręką, na której była prośba żeby się nią zaopiekować i opis wypadku: „Jechałem kiedy nagle zobaczyłem przed sobą dziewczynę jadącą na rowerze. Zahamowałem, ale było za późno i w nią uderzyłem. Straciła przytomność kiedy wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu. Zaopiekujcie się nią.” Żadnego podpisu… Nic. Niech mi pani wierzy, że policja już szuka sprawcy wypadku. Lepiej, że została przywieziona niż zostawiona tam gdzieś na drodze…
- Przepraszam za mój wybuch, ale pani rozumie. Straciłam męża i sama wychowuję dwoje dzieci. Kocham ich nad życie i nie chciałabym by, któremukolwiek coś się stało. Już raz się przeprowadzaliśmy.
- Wiem pani Rose. Rozumiem zdenerwowanie. Ana z tego wyjdzie. Ma po prostu zadrapania i jest mocno poobijana. Jedyną poważniejszą raną, jest głębokie skaleczenie na nodze. Wszystko zostało oczyszczone i zdezynfekowane. Podaliśmy jej leki przeciwbólowe. Zostawimy ją na obserwacji do jutra żeby mieć pewność, że nic się nie dzieje.
- Bardzo, ale to bardzo wam dziękuję. – powiedziała mama.
                Lekarka, albo pielęgniarka opuściła pokój. Słyszałam jak mama przysuwa sobie krzesło i siada obok mnie, a po chwili bierze moją dłoń w rękę.
- Może gdybym na ciebie nie nakrzyczała nic by się nie siało.
                Pogładziła moją rękę palcami.
                Nieznacznie przekręciłam głowę i postarałam się rozchylić powieki żeby na nią spojrzeć.
- Och Ana kochanie… Tak się o ciebie martwiłam…
                Nieznacznie mnie przytuliła.
***
                Chwilę potrwało zanim byłam w stanie rozmawiać i się poruszyć. Mimo leków noga piekła, ale starałam się to ignorować. 
                Co do mamy... Przeprosiła mnie i normalnie porozmawiałyśmy. Potem poszła do domu, a ja zostałam sama w ciemnym pokoju patrząc na kroplówkę, do której byłam podłączona. Przymknęłam oczy i postarałam się zasnąć, ale myśli nie dawały mi ciągle spokoju. „Kiedy sanitariusze spełnili prośbę pańska córka leżała nieprzytomna na ziemi z karteczką pod ręką, na której była prośba żeby się nią zaopiekować i opis wypadku.”. Przecież to chore… Nie jestem pewna czy naprawdę widziałam Liama. Ale jeśli to on, to po co mnie przywoził i prosił o pomoc. Mógł mnie tam zostawić…Nie miał interesu w tym żeby mi pomagać... 
                Usłyszałam szelest więc odwróciłam głowę. Nie dzieliłam z nikim pokoju, więc bardzo się zdziwiłam. Było po pierwszej w nocy, więc nawet pielęgniarka by nie zajrzała gdyby nic się nie działo. Dźwignęłam się do pozycji siedzącej. Skrzywiłam się i lekko przytrzymałam nogę powyżej rany. Chciałam zerwać opatrunki... Wytężyłam wzrok.  Miałam wrażenie, że ktoś przede mną stoi, ale nie widziałam dokładnie przez czerń jaka oblewała pokój. Serce podskoczyło mi do gardła. Cofnęłam się lekko do końca łóżka aż natknęłam się na zagłowię i ścianę. Prawą ręką zaczęłam wodzić po kablach w poszukiwaniu alarmowego przycisku.
- Ani się waż. – usłyszałam groźbę w lekko zachrypniętym głosie przybyłego. Żołądek mi się ścisnął… Miałam rację, że ktoś tu był. Ja mimo wszystko dalej nie puszczałam przycisku gotowa go wcisnąć – Powiedziałem puść przycisk! – syknął.
                Oblizałam spierzchnięte wargi. Byłam wystraszona, ale rozpoznawałam ten głos. Nie umiałam przydzielić go do znajomych osób. Na dodatek piszczało mi w uszach. Byłam gotowa złapać nawet za stojak od kroplówki żeby się obronić.
- Strach cię obleciał, że nie chcesz się pokazać? – syknęłam cicho w nadziei, że go sprowokuję.
- I tak czuć, że się boisz. Widzę to... Nie graj ze mną w gierki. – ostrzegł mnie.
- Nie gram. – zaśmiałam się.
                Zrobił krok do przodu. W blasku księżyca dostrzegłam Liama. Momentalnie puściłam guziczek.
- Powaliło cię? – fuknęłam.
- Chciałem zobaczyć czy cię nie zabiłem. – wzruszył ramionami, a ja miałam ochotę go walnąć. Mówił o tym tak spokojnie. On serio jest nienormalny.
- Eee… Żyję, oddycham, gadam, siedzę ruszam się, odczuwam ból… Widzisz mnie... Nie zabiłeś mnie... Jak się tu dostałeś? – mówiłam pewnie, ale starałam się dobrze dobierać słowa.
- Nie twój zakichany interes mała. Przez ciebie mam maskę do wyklepania i zderzak do wymiany. Na dodatek jasna tapicerka w aucie ma ślady krwi z twojej nogi, bo miałaś zdartą skórę. – wydawał się rozzłoszczony. Wyjął elektrycznego papierosa, po czym się zaciągnął i wypuścił spory obłok dymu. Owiał mnie zapach mięty.
- Co mnie interesuje twoja maska i jakaś tapicerka?! Potrąciłeś mnie! – starałam się nie krzyczeć by nikt mnie nie usłyszał.
                Liam tylko się zaśmiał i ponownie pociągnął z e-peta. Podszedł do mnie i ukucnął przy łóżku. Zdusiłam pokusę żeby go odepchnąć, ale byłam na to przygotowana. Miał dziwny wyraz twarzy. Nic nie potrafiłam z niego wyczytać.
- Wjechałaś mi pod koła. Nie moja wina. - wskazał na mnie papierosem - Zapłacisz mi za auto prędzej czy później. – wstał i schował e-peta by wyjąc normalną fajkę – Jebany szpital. Nie można nawet zapalić. – zaśmiał się i zatknął go za ucho. Nonszalancko oparł się o ścianę i ze skrzyżowanymi rękoma się we mnie wgapiał. Serce chciało opuścić swoje miejsce, ale nieco się uspokoiło – Mogłem cię tam zostawić, ale jakoś nie mogłem. Jeszcze ktoś by cię zgwałcił. – włosy na karku mi się zjeżyły. Był obojętny. Zachowywał się jak psychiczny – Zresztą lało. Tak czy siak żyjesz.
- Nie rozumiem jednej rzeczy… - powiedziałam i tego pożałowałam, bo wiedziałam, że będę musiała już o to zapytać. Głupia… Języka za zębami nie umiesz trzymać.
- Nie marnuj mojego czasu. Już i tak wiele straciłem musząc cię tutaj wieść. Nie było mi po drodze.
- Więc po co to zrobiłeś? Byłoby ci na rękę mnie tam zostawić, ale nie. No musiałeś się wykazać męskością. Szkoda, ze spierdzieliłeś.
- Nie będę miał przez ciebie rozmowy z policją. Zajmą tylko czas i gówno ustalą. Tak lepiej dla nas obojga. Zapomniałem ci powiedzieć. Ucieszysz się. – wyszczerzył się – Twój projekt nie przeszedł, bo był robiony w pojedynkę i masz go zrobić ze mną. – zaśmiał się i ponownie wyją elektronicznego papierosa, po czym znów się zaciągnął – Będziesz na mnie skazana. - zaczął robić kółeczka po czy rozgonił dym ręką. Miał lekko przymrużone oczy. 
- Chyba żartujesz. Nic nie będę z tobą robiła. – byłam wściekła, że nie przeszło… Wiedziałam, że mogą się doczepić, ale ja ten projekt zaczynałam z przyjaciółmi w Pensylwanii więc jak mogłam, go teraz dokończyć? Tłumaczyłam im to… Przyjaciółka mi go odstąpiła, wiec miałam na rękę… Zrypy – Będziesz tu tak teraz stał?
- Fajnie się denerwujesz. Nic nie mówisz, a i tak widać, ze jesteś zła. Policzki ci się powiększają. Jak u buldoga..  – zaśmiał się i odepchnął od ściany - Jak wyjdziesz to się zobaczymy, bo musimy to zrobić. Nie spieprzysz mi oceny. – zaśmiał się.
- Uhg kto by pomyślał, że tak to cię interesuje… Szkoda, e wyglądasz jak ratlerek. - nie mogłam powstrzymać się od kąśliwego komentarza... Musiałam... Najwyraźniej zignorował moją uwagę. 
- Wiele rzeczy o mnie nie wiesz. Uziemienie. – wyszedł.
                „Uziemienie”? Co on gada… Postanowiłam, że pójdę do pani od architektury i z nią porozmawiam. Nie mogę robić z nim projektu. Nawet nie ma takiej opcji… Nie pozwolę na to…
                Położyłam się tak żeby mieć oko na drzwi. Bałam się, ze wróci. Był jakiś dziwny. Nie mogłam go rozgryźć i za każdym razem coraz bardziej mnie intrygował i w pewien sposób przyciągał. Może dlatego, że jest jedną wielką niewidomą. Leje się i nie chodzi do szkoły, ale oceny ma wspaniałe. Ja mogę o takich pomarzyć. Zawsze mam wysoką średnią, ale z tego co mówiła Lu, do jego mi daleko, bo ma same najwyższe noty, a mnie zdarzają się i słabe oceny. Przymknęłam oczy i mimo, że bardzo z tym walczyłam, po jakimś czasie zasnęłam.
***
                Z samego rano mama zadzwoniła, że odbierze mnie pod wieczór, bo wtedy mnie wypiszą. To oznaczało, że dzisiaj już nie pogadam z panią od architektury… Chociaż? Chciałam wysłać do Lu sms, ale w tym momencie w mojej sali pojawił się Louis. Wziął krzesełko i przystawił do mojego łóżka.
- Czemu nie jesteś w szkole? – spytałam nim zdążył się odezwać.
- Zwiałem. Twoja mama była cię zwolnić. Możesz mi do cholery wyjaśnić jak to się stało? – patrzył na mnie z braterską troską w oczach. 
- Louis nie wiem… Jechałam do domu. Miałam słuchawki na uszach… Po prostu zostałam potrącona.
- Ana… Wiesz kto cię potrącił…
- Nie wiem. – skłamałam. Po co ja to zrobiłam?!
- Wiem, że wiesz. Po co go kryjesz? – spytał.
- Nie wiem o kim mówisz. – udałam zdziwioną.
- Dziewczyno wiem, że to Liam cię potrącił. Widziałem dzisiaj jego auto i słyszałem co mówiła twoja mama. To na pewno on…
                Nie odezwałam się słowem, tylko ciężko westchnęłam.
- Masz numer do pani od architektury? – spytałam z nadzieją.
- Po co ci? – wyciągnął telefon. Wiedziałam, że się zdenerwuje, ale lepiej żeby wiedział ode mnie, a nie od szkolnych plotkarzy, którzy wiedzą o mnie najwięcej, a tak naprawdę mnie nie znają. Pozdrawiam.
- Chcę żeby zmieniła mi osobę do projektu. Nie przyjęli mojego, bo był robiony tylko przeze mnie. – wzięłam głęboki wdech i umilkłam. Do sali weszła pielęgniarka ze śniadaniem i tabletkami. Chyba przeciwbólowymi. Jeszcze trochę się krzywiłam. Przyjęłam od niej kubek z wodą i szybko je połknęłam. Wzięłam do ręki kanapkę z serem i zaczęłam powoli jeść popijając to herbatą. Trochę zgłodniałam.
- Kogo ci przydzieliła? – Louis wyglądał jakby miał podejrzenia, ale miał nadzieję, że jednak powiem coś innego.
- Liama. – ciężko westchnęłam, a on zbladł. Wyglądał jakby zadała mu siarczysty policzek, albo wylała na niego kubeł lodowatej wody – Nie chcę mieć z nim nic do czynienia… To jest jakieś chore. Podasz mi ten numer??? – popatrzyłam na niego błagająco.
- Dzwoń. – podał mi swój telefon, po czym sam przeczesał ręką włosy i nieznacznie pociągnął za ich końce. Podszedł do okna pogrążony w myślach.
- Halo? – usłyszałam nauczycielkę.
- Dzień dobry. Dzwoni Ana Rose. – nauczycielka się przywitała – Dzwonię w sprawie mojego projektu. Dowiedziałam się, że został odrzucony i muszę go zrobić z jakąś osobą. Naprawdę przydzieliła mi pani Liama Payne?
- Mhm. Zgadza się. W czym jest problem?
- Chodzi o to, że ja nie chcę z nim robić tego projektu. Mogłabym może… No Em… Zrobić go z kimś innym?
- Ana proszę cię nie utrudniaj. Musisz ten projekt zaliczyć, a Liam ma świetne oceny i razem zrobicie bo migiem. Twój projekt był wspaniały Super to już wiem… ale niestety nie mogę go zaakceptować, bo robiłaś go sama. Może coś wspólnie pozmieniajcie  i pododajecie. To dla was obojga będzie bardzo ważne. Nie zmienię zdana Ana. Klamka zapadła. Jak dobrze pójdzie dostaniecie staż w firmie i celujące oceny na koniec z kilku przedmiotów.
                Załamałam się. Miałam gdzieś staż i ocenę. Nie chciałam tego projektu robić z nim …
- Proszę pani, ale mnie naprawdę…
- Nie… Zadecydowałam i zdania nie zmienię… Nie proś mnie więcej. Do widzenia. – rozłączyła się.

                Wściekła miała ochotę roztrzaskać telefon o ścianę. 


___________________________________________________


Mam nadzieję, że wam się podoba ;)) Może by tak komentarze? Teraz już piszę sama bez konsultacji. Nie wiem czy to się utrzyma zobaczymy ;p Na marginesie... Jak wam mijają wakacje? ;] 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz