Zanim zaczniecie czytać proszę was gorąco o opinię :) Niektórzy do mnie napisali i bardzo się cieszę z miłych słów jakie usłyszałam ;D
DZIĘKUJĘ WAM ♥
DZIĘKUJĘ WAM ♥
Rozdział 8
Lu
poprosiła żebym zajęła się kanapkami. Ona w tym czasie przygotowywała herbatę i
kawę, a dla mnie kakao, bo uznała, że jest najlepsze na koszmary senne. Podała
mi kubek z parującym napojem, a ja oparłam się o kuchenny blat.
- Fajnie, że masz taki odrębny domek. – powiedziałam.
Już
zdążyła mi opowiedzieć o tym, że to jest domek gościnny, a na ich parceli
znajdują się trzy. Jej rodziców (ten największy) jej własny i ten, w którym
właśnie jesteśmy. Dodatkowo jej rodziców nie było.
- Wiesz… Mama jest projektantką i ma własną sieć butików.
Czasami sama podrzucam jej jakieś projekty i jeśli jej się podobają to wciela
je w życie. – była zadowolona – Taty często nie ma. Teraz oboje są na wyjeździe
i nie będzie ich przez około dwa tygodnie. Na dodatek teraz będzie super, bo
idziemy dwa dni do szkoły i mamy wolne, bo inspekcja kazała odnowienie pewnych
rzeczy w szkole. Bzdura. – zaśmiała się.
- Dla nas lepiej. – uśmiechnęłam się uradowana, że będę
miała wolne od szkoły i pociągnęłam kolejny łyk kakała.
- Co chciał Liam? – spytała i zaczęła chrupać liść sałaty.
Odstawiłam
pusty kubek i zajęłam się dalszym robieniem kanapek.
- W sumie to nie wiem… - odparłam obojętnie i wzięłam
plasterek ogórka. Kiedy przełknęłam dodała – Rozmawiałam z bratem, a on
przyszedł i doczepił się, że nie daje zbyt dużo swobody chłopakowi…
Dopierdzielił się tak naprawdę jakiegoś gówna…
- Ściskał cię za ramię… - powiedziała – Wyglądał na
wzburzonego.
- Zastąpił mi drogę kiedy chciałam wrócić, więc go
przepchnęłam… Wydaje mi się, że z lekka chciał mnie zastraszyć. Lu naprawdę nie
wiem co on ode mnie chciał… Powiedział, że ma ochotę na zadziorną kicie. Wcale
mi się to nie spodobało…
- Nie dziwię ci się. Powinnaś się trzymać…
- Z daleka… Wiem… Lulu ja naprawdę nie chce mieć z nim nic
wspólnego… Widać, że się leje. Widziałaś ile ma tatuaży? On na pewno nie jest
grzecznym chłopcem… Przyniesie tylko kłopoty… - westchnęłam.
- Nic dobrego z tego nie wyjdzie. To prawda. Co zamierzasz?
- Omijać go… Mam nadzieję, że mi się uda… To jest jakieś chore… Jeszcze ten koszmar…
Ugh. Chyba za bardzo się tym przejmuje…
- On się leje… Chyba nic więcej… Największy problem z Liamem
ma Louis. Nienawidzi go z całego serca… Kiedyś się znali, ale nie wiem co się
stało… Lou nikomu tego nie mówi, bo nie chce, więc nikt go o to nie pyta. Sam
nie miał najlepiej w życiu, wiec nie ma sensu dopytywać…
- Obraził się na mnie kiedy mu powiedziała o rozmowie z
Liamem. Sam mnie o to zapytał, więc nie rozumiem…
- Liam to psychopata. Dobrze się uczy, ale do grzecznych
chłopców nie należy. Lepiej się trzymać od niego z daleka. Raz jest raz go nie
ma. Pojawił się tutaj chwilowo razem z Loisem… Potem Loui się zmienił, bo był
podobny do niego…
- Może mają jakieś wspomnienia z przeszłości i Louisa to
dopadło? Nie wiem… Ale nie martwi mnie Liam czy takie tam, tylko coś innego. –
przeczesałam ręką włosy.
- A co jest? – dziewczyna spojrzała na mnie z powagą.
- Nie ważne. – posłałam jej minę proszącą o wyrozumiałość.
Nie
chciałam jej mówić o Harrym. To nie było potrzebne… W dodatku Josh… Ugh.. Czy
ten chłopak ma trochę oleju w głowie? Gdyby był choć trochę mądrzejszy, ale nie. Wyrąbane na cały świat…
Kwiatek mu zawinił? Przecież nie stało się nic, co mogło go popchnąć do
narkotyków… Miał szczęśliwe życie… Mógł się załamać po śmierci ojca, ale
przecież nie był jego biologicznym tatą… Nic z tego nie rozumiem. On go
nienawidził, za to, ze zajął miejsce jego taty, z którym i tak się widzi. W
sumie jego śmierć była mu na rękę… Jezu o
czym ja myślę?! Zwariowałam do końca… Do tego Harry. Skąd on miał dragi?
Będę musiała z nim porozmawiać, ale tak żeby sam mi powiedział… Nie chcę żeby
zjebał sobie życie… Polubiłam go…
- Ana wszystko okay? – Lu popatrzyła na mnie z troską.
- Tak… Sorka zamyśliłam się.
- Patrz pokażę ci coś. – zaśmiała się.
Chwilę
wcześniej wołała chłopaków żeby zeszli na dół do salonu i byli wszyscy po za
Niallem.
- Słuchaj i patrz na schody. – zachichotała – Niall!!! –
wydarła się – Śniadanie na stole!!!
Usłyszałam
dudniące kroki. Po chwili chłopak zaczął zeskakiwać ze schodów i biec w naszym
kierunku z zaciszem na twarzy. Kiedy był na samym dole zahaczył nogą o dywan i
wyłożył się jak długi na ziemi. Nie zniechęciło go to i podnosząc się do góry podbiegł
do nas nadal się uśmiechając.
- Ej żyjesz? – spytałam przyglądając mu się, a on kiwnął
głową.
- Już myślałam, że się nie doczekam. – zabrał kanapki i
poszedł o salonu.
- Wołałam cię kilka razy.
Śmiejąc
się wzięłam dzbanki z herbatą i kawą i poszłam za nimi w stronę pokoju.
Postawiłam wszystko na stole i usiadłam obok Harrego. Loui uciekał ode mnie
wzrokiem i sam był pogrążony w myślach. Westchnęłam i patrzyłam jak inni
wcinają kanapki. Jakoś nie miałam apetytu. Odblokowałam telefon i od razu
zobaczyłam serię wiadomości od mamy i milion nieodebranych połączeń. Pierdziele… Nie… Tylko nie to…
- Zaraz wracam. – powiedziałam i wyszłam na zewnątrz.
Przejechałam
palcem po ekranie dotykowego telefonu i poczekałam aż rozmowa zostanie
nawiązana. Usiadłam sobie na schodach przed domem i patrzyłam na kwiaty
dookoła.
- Halo? – usłyszałam głos mamy w słuchawce. Była lekko
podenerwowana – Kochanie gdzie jesteś?
- Wyszłam się przejść na miasto z Niallem i Lu. Chcieli mi
troszkę pokazać. Przepraszam, że ci nie powiedziałam, ale spałaś.
Westchnęła…
Chyba się wkopałam.
- Porozmawiamy w domu. Teraz bardziej się martwię tym gdzie
jest Josh. Myślisz, że nie słyszałam waszej awantury i nie widziałam jak
wychodził?
Jezu?! Ile ona usłyszała?! Boże… Żeby nie
wiedziała o narkotykach… Proszę…. Proszę… Proszę…
- Mamusiu nie martw się. Josh jest u kolegi. My się nie kłóciliśmy…
- Nie słyszałam o czym rozmawialiście. Ale proszę cię…
Powiedz o co się na niego zdenerwowałaś.
Musiałam
coś wymyślić.
- O błahostkę. Znów wszedł nieproszony do pokoju i po prostu
zrzucił mi telefon na ziemię. Przypadkiem, bo przypadkiem, ale no wiesz… Tak
czy siak upadł. Nie przejmuj się.
- Za ile będziesz? – miałam wrażenie, że zbiera jej się na
płacz.
Jest
tylko jeden dzień w roku kiedy tak jest… O
ja pierdole… Ana idiotko!!! Dzisiaj jest rocznica śmierci twojego taty!!! Jak
mogłaś zapomnieć…
- Zaraz będę jechała do domu. Nie martw się. Za około
godzinę będę.
- Dobrze skarbie. Kocham cię. Papa. Do zobaczenia. – pociągnęła
nosem i nim zdążyłam coś powiedzieć, po
prostu się rozłączyła.
Będzie mi miała za złe, że wyszłam
zapominając… Ale ze mnie idiotka…
Potarłam
dłońmi zmęczone oczy i popatrzyłam na zazielenioną okolicę. Wiosna jest pięknym
miesiącem. Wszystko budzi się do życia. Połowa drugiego semestru… Kwiecień.
Dokładniej szesnasty. Dzień, którego nienawidzę i najchętniej wymazałabym go z
pamięci. Cóż… Prawie mi się udało.
- Przepraszam tato… - szepnęłam, a łza spłynęła mi po
policzku.
Ktoś
koło mnie usiadł. Pośpiesznie ją
wytarłam i pojrzałam na prawo. To był Louis. Zdziwiłam się.
- Co się stało? – spytał zatroskany.
- Muszę wracać. – powiedziałam i zaśmiałam się z goryczą.
- Nie chcesz tu siedzieć, czy coś się stało? – patrzył mi
prosto w oczy.
- Dzisiaj jest rocznica… - starałam się by głos mi się nie załamał
– Zapomniał..Zapomniałam. – wydusiłam w końcu. Byłam na siebie wściekła – Siedziałam
na imprezie i świetnie się bawiłam, a mój tata kilka lat temu o tej godzinie
ginął… A ja się bawiłam. – zaśmiałam się.
Chłopak
otoczył mnie ramieniem i pozwolił bym wtuliła się w jego bok. Nie płakałam. Ja
się śmiałam. W końcu jednak coś we mnie pękło i się uspokoiłam, a łzy pociekły
mi po policzkach. Louis wziął moją twarz w swoje dłonie i kciukami otarł ją z
łez.
- Zawiozę cię do domu. – powiedział i wstał razem ze mną, po
czym mocno mnie przytulił. Staliśmy tak jakiś czas póki się nie ogarnęłam.
Chwilę później poszedł po swoją bluzę i poszliśmy do jego auta.
Odpalił
silnik i ruszył w kierunku mojego domu.
- Nie pożegnałam się z nimi. – powiedziałam – Pytali o coś?
- Zdziwili się, ale powiedziałem, że twoja mama po prostu
kazała ci już wracać.
- W sumie nie skłamałeś.
Posłał
mi uśmiech. Nie spuszczając wzroku z drogi włączył radio. Poleciała jakaś
piosenka, której nie znałam. Otworzyłam lekko okno.
Jechaliśmy
dość szybko więc niedługo potem byliśmy na miejscu. Pożegnałam się. Nim poszłam,
jeszcze lekko mnie przytulił mówiąc, żebym się nie załamywała. Po tym jak
odjechał patrzyłam za nim jeszcze chwilę, a gdy straciłam go z pola widzenia
powoli zaczęłam człapać do drzwi. Niepewnie weszłam do środka, bo bałam się
tego co tam zastanę.
- Mamo? – spytałam kiedy stałam w przedpokoju. Dom ogarniała
cisza.
Powoli
szłam w kierunku salonu. Słyszałam ciche szlochanie. Gdy ją zobaczyłam łzy same
zaczynały napływać mi do oczu, ale je powstrzymałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz